2011-06-06

ROZRYWKA

Najlepsi radzieccy kowboje we Wrocławiu

Westerny rodem z sowieckiej Rosji i państw dawnego bloku wschodniego zawitają do Polski – 15 wybranych filmów znalazło się w programie 11. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Era Nowe Horyzonty we Wrocławiu.

To prawdziwy przebój najlepszych festiwali filmowych, bo projekcję czerwonych westernów planują także MFF w Gothenburgu, Crossing Europe w Linzu oraz MFF w Bratysławie. Wcześniej filmy zostały także pokazane publiczności w Rotterdamie. To najlepszy dowód, że MFF Era Nowe Horyzonty  – fenomen wśród festiwali filmowych – jest jednym z najważniejszych wydarzeń kulturalnych w Polsce, udostępniającym publiczności projekcje, które aktualnie ogląda cała Europa.  

Kowboje z ZSRR wiecznie żywi
Czerwone westerny zawdzięczają swoją nazwę państwom, w których powstawały. To filmy kręcone w ZSRR i w państwach dawnego bloku wschodniego w latach 1920-1980. Za scenerię dzikiego zachodu najczęściej służyły plenery Jugosławii, Mongolii czy południowej części ZSRR. Oczywiście czerwone westerny były przesycone ideologią. Dlatego też, w przeciwieństwie do amerykańskich filmów,  w westernach ze wschodu najczęściej Indianie byli pokazywani jako dobrzy bohaterowie, a wrogami byli Amerykanie. Świat Indian symbolizował społeczeństwa żyjące w systemie komunistycznym, źli i podstępni Amerykanie byli najeźdźcami, z którymi trzeba było walczyć za wszelką cenę. Wymowa takiego doboru ról była i jest nad wyraz oczywista.

Pokazy w ramach festiwalu – z szacunkiem i sentymentalną łezką w oku
Twórcy wrocławskiego przeglądu tak dobrali filmy, aby prezentowały one pełne spektrum tej twórczości, od dzieł naprawdę wybitnych, aż po te budzące dziś raczej uśmiech. Pasjonaci historii kina zobaczyć będą mogli np. arcydzieło z okresu kina niemego, film Według prawa radzieckiego teoretyka kina i pioniera kinematografii – Lwa Kuleszowa. Do programu trafiły też patriotyczno-rewolucyjne filmy radzieckie, dla których tłem był Daleki Wschód.  Na przeciwległym biegunie, niż dzieło Kuleszowa, znalazł się zaś czechosłowacki Lemoniadowy Joe Oldřicha Lipský'ego. To parodia westernu (nazywana knedliczkowym westernem) w wykonaniu czołówki czeskich aktorów lat 60. Film nie ma klasycznej fabuły, to raczej zestaw scen ze Stetson City, rozgrywających się w 1885 roku.

Polski kowboj stulecia – Gustaw Holoubek
Reprezentantem rodzimej kinematografii będzie Prawo i Pięść. Film powstał w wyniku wspólnej pracy Jerzego Hoffmana i Edwarda Skórzewskiego. W  polskim czerwonym westernie główną rolę zagrał Gustaw Holoubek, a muzykę do filmu skomponował genialny Krzysztof Komeda. Akcja filmu rozgrywa się po II wojnie światowej na "odzyskanych" ziemiach zachodnich, czekających na swoich pionierów i osadników.

Odkrywanie kinematografii
– Westerny, które zaprezentujemy na festiwalu, pokazują kilka dekad historii kina światowego, można więc będzie podczas pokazów prześledzić ewolucję stylu w czasie i sposoby jego dostosowywania do lokalnych warunków kraju, w którym dany film powstawał – powiedział Jan Topolski, odpowiedzialny za przygotowanie pokazów czerwonych westernów podczas festiwalu. – Blok ten doskonale wpisał się w formułę festiwalu, który unika prezentowania uznanego kanonu na rzecz odkrywania dla widzów mniej znanych obszarów światowej kinematografii. Chcielibyśmy pokazami tych westernów skłonić widzów do refleksji nad minionymi czasami, aby sami mogli dokonać ich oceny. Aktualnie z jednej strony dalej zauważa się trend potępiania wszystkiego, co związane z komunizmem, z drugiej zaś zaobserwować można płytki i bezrefleksyjny sentyment do tamtych czasów. Chcemy wyjść poza ten schemat i pokazać, że nie da się wypracować jednoznacznej oceny – obok filmów budzących uśmiech znalazły się perły kinematografii, z tematami błahymi koegzystują tematy ważne, a z czystą propagandą jawna kpina i ironia.

Czerwone westerny na festiwalach
Wschodnie westerny stanowią dla zachodniej widowni nieznaną część światowej kinematografii. Dzięki prezentacji tych filmów na międzynarodowych festiwalach filmowych, takich jak festiwal w Gothenburgu, w Linzu, w Bratysławie i Rotterdamie, kino zza żelaznej kurtyny zyskuje coraz więcej entuzjastów.  

– Dla widza z zachodu prezentowane filmy to całkowita egzotyka, dlatego pokazy w Rotterdamie spotkały się z niezwykle żywym przyjęciem – dodał Jan Topolski. –  Bilety na pokazy wyprzedawane były na długo przed pokazem, a sale na każdym seansie były pełne. Nie ma się jednak co dziwić – cykl ten umożliwia przecież odkrycie nieznanego dotąd fragmentu historii kina.

Komentarze (0)

Copyright by Daniel Feist & Bartek Kozar