Legenda Ameryki - wyśmiana?
"Easy Rider" na wesoło. Rzecz doskonała dla panów, którym spod paska zaczyna wylewać się brzuszek, ale którzy nie porzucili marzeń o wielkiej przygodzie. Film zawierający gagi szablonowe i przetestowane na widzach najgłupszych komedii, wplecione jednak w opowiadaną historię w wyjątkowo wdzięczny sposób i dlatego zabawne. Szkoda jedynie, że reżyser Walt Becker na ołtarzu śmiechu składa tu jedną z wciąż jeszcze żywych legend Ameryki - etos swobodnego jeźdźca.

O czym?
Woody (John Travolta) jest bankrutującym biznesmenem, którego wystawiła dziewczyna. Doug (Tim Allen) - przepracowanym stomatologiem, skrycie marzącym o chwili odpoczynku od pracy i rodziny. Dudley (William H. Macy) - zakompleksionym programistą, który nie potrafi znaleźć sobie kobiety, choć bardzo chciałby. Bobby (Martin Lawrence) - monterem muszli klozetowych z ambicjami pisarskimi, wziętym pod pantofel przez żonę. Wszyscy znają się od najmłodszych lat, a tym, co wciąż trzyma ich razem, jest pasja do motocykli Harley-Davidson. Tyle tylko, że założony przez nich gang motocyklowy Dzikie Wieprze od dawna bierze udział jedynie w corocznym festynie harleyowców w rodzinnym Cincinnati w stanie Ohio, podczas którego groźnie wyglądający epigoni Aniołów Piekieł rzucają cukierki stojącym przy drodze dzieciakom. Gdy radykalnie zmienia się sytuacja życiowa Woody'ego (uchodzącego wśród kolegów za jedynego w ich gronie człowieka sukcesu), postanawia on namówić pozostałą trójkę "Wieprzy" do odbycia tygodniowej wyprawy na motocyklach do Kalifornii. Po krótkiej walce z samym sobą (a w przypadku Bobby'ego także z perspektywą gniewu małżonki) każdy z panów ulega kuszącemu zewowi wolności i przyznaje, że to świetny pomysł. Komórki i GPS-y zostają więc wyrzucone, wypolerowane na błysk maszyny bohaterów mkną przez malownicze płaskowyże Południowego Zachodu i wszystko znów wydaje się jak za dawnych, dobrych lat. Ta sielanka trwa dopóty, dopóki nasi podtatusiali bikersi nie ściągną na siebie uwagi zakapiorów z prawdziwego motocyklowego gangu Del Fuegos, terroryzującego jedno z typowych amerykańskich ghost towns - Madrid w Nowym Meksyku.

Najlepsza część filmu...
W tym miejscu zaczyna się ta część filmu, którą najłatwiej było popsuć, ale ostatecznie wypada ona znakomicie dzięki popisowym kreacjom czterech wybitnych aktorów w równorzędnych rolach głównych. Gdy Woody wysadza w powietrze bar Del Fuegos w imię przeciwstawienia się bezprawiu, domyślamy się (choć nie bez obaw o wynik takiej syntezy gatunków), że oprócz slapstickowych wygłupów Gang Dzikich Wieprzy ma do zaoferowania również kilka całkiem poważnych refleksji na temat zachowywania godności osobistej, pokonywania własnych słabości czy lojalności wobec przyjaciół. Nie zabrakło też interesujących obserwacji świata mężczyzn, w którym nawet gdy zrobi się coś godnego podziwu, w opowieściach dla kolegów i tak trzeba to jeszcze podkolorować, bo przecież jeśli imponować, to na całego. Wiele scen dotyczy też problemu wypierania przez mężczyzn zbliżającej się starości. Wszystko zaś jest tak świetnie zagrane, że przez większość czasu wzruszające i komiczne zarazem.

To wszystko brzmi bardzo zachęcająco więc może warto wybrać się na lekki film, zobaczyć doskonała obsadę w akcji i przekonać się czy humor amerykański jest nadal wart docenienia.

Komentarze (0)

Copyright by Daniel Feist & Bartek Kozar