2008-12-30

Byliśmy tam...

Rozpoczęcie sezonu na Śnieżnicy

Otwarcie to miało miejsce w Drugi Dzień Świąt (26.12. br.). Informacje o tym wydarzeniu można było znaleźć na stronie internetowej stacji – tutaj. Osobiście nie słyszałem reklam w radiu, ani nie widziałem ogłoszeń w gazetach, dlatego spodziewałem się niewielkiej ilości narciarzy. Jednak miłośnicy białego szaleństwa widać głodni są śniegu i myszkują w Internecie, śledząc warunki narciarskie oraz dokładnie wiedzą, które stacje i kiedy rozpoczynają swoje działanie. Co prawda już od kilku dni jeżdżą Pilsko, Małe Ciche, Kasprowy Wierch i kilka innych wyciągów, to Śnieżnica, bez wątpienia, jest najbliżej Krakowa. Stąd zapewne, tak wielkie zainteresowanie tym stokiem w dniu otwarcia. Organizatorzy jednak postarali się o to, aby nie zabrakło miejsc parkingowych, a na stoku był śnieg.

Ogromny parking pomieścił wszystkie samochody, a pogoda dopisała. Padał śnieg, a mróz pozwolił na dośnieżanie stoku trzema armatkami. Pomimo zatrzęsienia narciarzy kolejka nam nie groziła, bowiem czteroosobowe krzesełko o dużej przepustowości znakomicie dawała sobie radę z taką ilością narciarzy i snowboardzistów. Krzesełko ma długość 1100 m, a jego wydajność to 2400 osób na godzinę. Nie jest to ilość powalająca, szczególnie z ośrodkami na Słowacji (do 9000 osób na godzinę), ale w Polsce robi wrażenie i w dniu otwarcia pozwoliło zmniejszyć kolejkę do minimum, a czas oczekiwania na przejście przez bramkę był maksymalnie 1 min. W porównaniu z Białką Tatrzańską, czy Zakopanem, to ogromny plus, gdyż można było jeździć „w kółko” bez tracenia czasu na kolejkę. Przy wsiadaniu zastosowano taśmę przesuwną, co bardzo ułatwia wsiadanie i pozwala nawet początkującym adeptom białego szaleństwa na 7-mio minutową jazdę do stacji górnej (900 m.n.p.m.) i rozkoszowanie się 1400-stu metrowym zjazdem. Ciekawostką trasy jest jej jednolite pochylenie (21 %), co pozwala na osiąganie znacznych prędkości na całej długości. Różnica wzniesień pomiędzy stacjami krzesełka, to 290 metrów. Bilety w cenie od 7 zł (przejazd jednorazowy), poprzez 50 zł (5 wyjazdów), 60 zł (10 wyjazdów), aż do 70 zł (całodzienny). Dostępne są również karnety godzinowe z podziałem na okres dnia. Szczegółowy cennik dostępny jest na stornie stacji narciarskiej. Stok czynny w godzinach 8:00 - 21:00.

W dniu otwarcia pracowały trzy armatki, ale już o godzinie 11:00 w ich okolicach pojawiły się duże muldy, które z każdą godziną powiększały się psując trochę komfort jazdy. Na samej górze stoku pojawił się lód, a w okolicach godziny 13:00 spod śniegu w niektórych miejscach widać było ziemię. Było to jednak kilka miejsc, które można łatwo ominąć wiedząc gdzie się znajdują. Najbardziej we znaki dawały się jednak muldy przy armatkach. Brały się one z dużej ilości jeżdzących. Momentami na stoku panował spory tłok i trzeba było nie lada umiejętności, aby, jadąc trochę szybciej, omijać początkujących, czy też po prostu wolniej jadących. (Tu trzeba nadmienić, że piszący te słowa preferuje dość szybką, slalomową i techniczną jazdę na krawędziach, więc miał dużo wyprzedzania, co w połączeniu z omijaniem muld było rzeczą dość trudną.)

Jeśli mowa już o początkujących, to w obrębie stacji narciarskiej Śnieżnica jest również „ośla łączka” o długości ok. 120 m. Ma ona bardzo lekkie nachylenie, co sprawdza się przy nauce jazdy. Dodatkowo możliwe jest skorzystanie z usług kilku instruktorów w cenie 60 zł/godz za jedną osobę. Dodatkowym plusem jest to, iż są oni dostępni niemal od ręki, a do tego bardzo sympatyczni i młodzi. Połączenie takie daje doskonała naukę, a w połączeniu z luzem i często śmiechem umożliwia bezstresowe stawianie pierwszych ślizgów. Niestety w dniu otwarcia nie działał mały wyciąg talerzykowy i po zjechaniu trzeba było wychodzić z nartami na plecach, ale nawet to nie zraziło do nauki tych najmłodszych, ale również trochę starszych. Na „oślej łączce” stale było kilka osób, a w pewnych okresach było tam również tłoczno, ale nikt sobie nie przeszkadzał w nauce.

Do nauki potrzebny jest, jak wiadomo, sprzęt. Nie wszyscy go posiadają. Jest to zrozumiałe, bo najpierw trzeba spróbować, a po co kupować sprzęt nie wiedząc czy narciarstwo, czy też snowboard nam się spodoba. Wtedy najlepiej udać się do wypożyczalni. Takowa jest dostępna i na Śnieżnicy. Ceny są dość przystępne (30 zł/dzień za komplet narciarski – narty, buty, kije oraz 30 zł/dzień za wypożyczenie snowboardu), a wybór spory. Jeśli przyjeżdżamy ze swoim sprzętem, a nie mieliśmy go czasu przygotować, możemy to również zrobić przy stacji w Kasinie Wielkiej w serwisie. Ceny również dość znośne - kompleksowe przygotowanie nart to koszt od 40 do 70 zł. Robiąc sobie przerwę w zjazdach można zawitać do baru lub też usiąść sobie w specjalnie do tego przeznaczonym namiocie, a herbatę, kawę, zapiekankę, kiełbasę lub nawet karkówkę z grilla zakupić w sąsiadującym drugim barze. Miejsca w namiocie jest dużo, a o czystość dba często pojawiający się pracownik.

Podsumowując wyjazd do stacji narciarskiej Śnieżnica należy podkreślić, iż właściciele postarali się, aby stok był dobrze przygotowany, a zaplecze pełne (wypożyczalnia, serwis, gastronomia). Kolejek prawie nie było, pomimo dużej ilości amatorów białego szaleństwa. Dobry obraz i komfort jazdy psuły jedynie tworzące się muldy w okolicach armatek i niedziałający wyciąg talerzykowy. Poza tym wszystko jak najbardziej na plus i nie dziwi fakt, iż w kolejnych dniach na stoku można ujrzeć kolejne tłumy.

Zdjęcia zaczerpnięte ze strony stacji narciarskiej Śnieżnica – www.snieznica.pl

Autor:
Dariusz Drążkiewicz









Komentarze (0)

Copyright by Daniel Feist & Bartek Kozar