2021-05-09

WSPIERAMY AKCJE

Dawca z tatuażem – historia uratowanego życia

Mając tatuaż nie można zostać dawcą szpiku? To nieprawda. Rejestrując się w bazie potencjalnych Dawców nie trzeba nawet tego zgłaszać. Żeby skutecznie obalić mit związany z tatuażami i dawstwem szpiku, Fundacja DKMS po raz kolejny przygotowała akcję edukacyjną  #DobryWzór.

 
- Zaprosiliśmy tatuatorów z całej Polski, którzy stworzyli grafiki z motywem łańcucha DNA i zachęcają do rejestracji w bazie potencjalnych Dawców - mówi Sara Drobniak z Fundacji DKMS. Do akcji przyłączyli się również wytatuowani dawcy, którzy podzielili się swoimi historiami. Opowiadając o wytatuowanych Dawcach, Fundacja informuje, że osoby posiadające tatuaż mogą zostać Dawcami szpiku i zachęca do rejestracji w bazie potencjalnych Dawców. 
 
 
 
 
#DobryWzór 
Jednym z ambasadorów akcji jest Bartosz Dobrowolski, fan tatuaży. Kilka lat temu dał szansę na życie swojej „bliźniaczce genetycznej” zza oceanu. Już wtedy Jego ciało zdobiły tatuaże. Jest dowodem na to, że posiadanie tatuażu nie wyklucza z rejestracji jako potencjalny Dawca szpiku, a później z oddania szpiku potrzebującemu pomocy Pacjentowi.: - Po powrocie z kliniki otrzymałem telefon od pracownika Fundacji, że osoba, której pomogłem to 37-letnia kobieta ze Stanów Zjednoczonych. Można powiedzieć, że od tego momentu w moim życiu pojawiła się druga "siostra", chociaż nie wiedziałem jeszcze dokładnie, kim jest. Po kilku latach mogliśmy wymienić się danymi kontaktowymi. Dowiedziałem się wtedy, że Becky ma dzieci i, dzięki mojemu wsparciu, może być przy nich, może patrzeć, jak dorastają! 
 
To wydarzenie miało ogromny wpływ na życie Bartosza i aby o nim zawsze pamiętać zrobił symboliczny wzór na ciele: - W moim wypadku tatuaże symbolizują to, że oddałem komórki macierzyste i uratowałem komuś życie – podkreśla Bartosz Dobrowolski, dawca i bohater spotu promującego akcję Dobry Wzór. – Są efektem emocji, które chciałbym mieć przy sobie, które chciałbym pamiętać.- dodaje.  https://www.youtube.com/watch?v=4ETYcA1LzvE 
 
Na filmie z udziałem został uwieczniony moment wykonania tatuażu upamiętniającego oddanie szpiku. Jest na nim orzeł, który symbolizuje odległość dzielącą dawcę i biorcę, wolność, a przede wszystkim zwycięstwo nad chorobą.
 
Tatuaż nie dyskwalifikuje potencjalnego dawcy. Podobnie jest z piercingiem i makijażem permanentnym. Dopiero kiedy znajdzie się chory potrzebujący szpiku, osoba z tatuażem proszona jest o podanie daty wykonania tatuażu i może być skierowana na dodatkowe badania.
 
Jak zostać dawcą?
Wystarczy zarejestrować się w bazie potencjalnych Dawców szpiku. Można to zrobić na stronie:
 
www.dkms.pl/dobry-wzor
 
To tylko kilka minut, które mogą uratować czyjeś życie. W Polsce co 40 minut, a na świecie co 27 sekund, ktoś dowiaduje się, że cierpi na nowotwór krwi. Zestaw do pobrania wymazu z wewnętrznej strony policzka przychodzi pocztą. Rejestracja jest darmowa i bardzo prosta. To niewielki wysiłek a w przyszłości może komuś uratować życie! 
 
Więcej informacji o Fundacji DKMS: www.dkms.pl
 

„Wszystko zaczyna się od decyzji” – historia Bartka, Dawcy szpiku
 
Bartek Dobrowolski to Wzorowy Dawca Szpiku – dlaczego? Dlatego, że zarejestrował się w bazie potencjalnych Dawców szpiku, a później oddał komórki macierzyste dla swojej „genetycznej siostry”. Bartek jest też przykładem na to, że tatuaż nie wyklucza możliwości zostania Dawcą szpiku i pomocy Pacjentom chorym na nowotwory krwi.
 
Poznajcie historię Bartka, którą opowiada w momencie powstawania jego kolejnego tatuażu. 
 
 
 
 
Kiedy otrzymałeś telefon z Fundacji DKMS, że ktoś potrzebuje Twojej pomocy – wahałeś się? Miałeś jakieś obawy czy byłeś pewny, że to dobra decyzja?
 
W pierwszym momencie byłem zszokowany całą tą sytuacją. Nie docierało do mnie tak naprawdę, z jaką prośbą dzwoni do mnie pracownik Fundacji. Nie byłem do końca świadomy, co się dzieje, więc poprosiłem o dzień do namysłu. Dziś bym się nie wahał ani sekundy. Muszę przyznać, że emocje były ogromne. Po tym jak dowiedziałem się wszystkich szczegółów, obaw nie miałem już żadnych. Byłem strasznie podekscytowany, że mogę oddać komuś cząstkę siebie. To była najlepsza decyzja w moim życiu.
 
Jak wyglądało pobranie komórek macierzystych? 
 
Pojawiłem się w klinice z samego rana i od razu zostałem bardzo ciepło przyjęty przez personel medyczny. Cały czas towarzyszyła mi pozytywna energia. Pokazano mi maszynę do pobierania komórek macierzystych z krwi obwodowej i jeszcze raz wytłumaczono, jak pobranie będzie przebiegać. Samo pobranie trwało 4 godziny i przypominało oddanie krwi. Z jednej ręki wypływa krew, która trafia do maszyny, która odseparowuje komórki macierzyste. Później krew wraca drugą ręką do organizmu, a odseparowane komórki lecą do „bliźniaka genetycznego”, czyli w moim przypadku do USA.
 
Czy od razu wiedziałeś komu pomogłeś?
 
Po powrocie z kliniki otrzymałem telefon od pracownika Fundacji, że osoba, której pomogłem to 37-letnia kobieta ze Stanów Zjednoczonych. Można powiedzieć, że od tego momentu w moim życiu pojawiła się druga "siostra", chociaż nie wiedziałem jeszcze dokładnie, kim jest. Po kilku latach mogliśmy wymienić się danymi kontaktowymi. Dowiedziałem się wtedy, że Becky ma dzieci i, dzięki mojemu wsparciu, może być przy nich, może patrzeć jak dorastają.

Jakie to uczucie podarować komuś życie?
 
Hmm, niesamowite. Myślę, że można to uczucie porównać do narodzin dziecka. Oczywiście my, Dawcy, jesteśmy tylko jednym z elementów układanki w całym procesie. Tak naprawdę to osoby chore na nowotwory krwi toczą walkę z chorobą. My, oddając swój szpik lub komórki macierzyste, dajemy im i ich rodzinom nadzieję na powrót do zdrowia. 
 
Czy to wyjątkowe uczucie udaje Ci się w pewnym sensie zatrzymać przy sobie poprzez tatuaże?
 
Dokładanie tak. Wszystkie moje tatuaże przypominają mi o tym ważnym wydarzeniu. W trudniejszych chwilach dodają mi siły. Zostaną ze mną już do końca życia.
 
To teraz pytanie, które może pomóc innym w podjęciu decyzji o rejestracji w bazie. Co boli bardziej – zrobienie tatuażu czy oddanie komórek macierzystych?
 
Zdecydowanie tatuaż. Oddanie komórek macierzystych z krwi obwodowej (a taką metodę stosuje się w 85%) to tak naprawdę dwa wkłucia przy zakładaniu wenflonów – i tyle! Te 4 godziny, które spędziłem na fotelu Dawcy były zdecydowanie przyjemniejsze niż 4 godziny w salonie tatuażu – a tyle spędziłem tam przy robieniu ostatniego z nich (pozdrowienia dla ekipy z Gulestus Tattoo!).
 
Co powiedziałbyś osobom, które się wahają i nie są pewne, czy zarejestrować się w bazie Dawców szpiku?
 
Nie bój się robić dobra! Dziś możesz uważać, że problem Ciebie nie dotyczy, a z drugiej strony czyjeś życie wisi na włosku. Kto wie, być może ta osoba czeka właśnie na Ciebie? Jeśli masz jakiekolwiek obawy, zachęcam do kontaktu mailowego/telefonicznego z pracownikami Fundacji DKMS, którzy w 200% rozwieją wszystkieTwoje wątpliwości. A jeśli podejmiesz tę decyzję, wystarczy, że wejdziesz na www.dkms.pl/dobry-wzor i zamówisz bezpłatny pakiet rejestracyjny do domu. Pobierzesz wymaz z wewnętrznej strony policzka i odeślesz – to proste i bezbolesne. Kto wie, może po jakimś czasie do Ciebie też zadzwoni TEN telefon.
 

Komentarze (0)

Copyright by Daniel Feist & Bartek Kozar