2013-11-18

KSIĄŻKA

Szepty znikąd część 4

Tagi: książka
Szepty znikąd częśc 4.

Zapraszamy do lektury.








Matka Ewy była zawsze silnym oparciem i wspierała ją w każdy możliwy sposób. Godzinami przesiadywała w szpitalu i głaszcząc opiekuńczo córkę po policzku powtarzała jej, żeby się nie bała, bo całe życie przed nią. Nigdy nie zwątpiła w to, że Ewa może wyzdrowieć i cieszyć się pełnią życia. Jak lwica broniła swe młode i gdyby mogła to jednym wrzaskiem z paszczy przegoniła by straszne choróbsko. Ewa odziedziczyła silny charakter właśnie po niej. Pani Marysia, za młodu praktycznie nie różniła się niczym od swojej pierworodnej. Jako kierownik w jednym z zakładów pracy, mimo tego, że była kobietą – potrafiła postawić do pionu nie jednego lenia, a ponieważ w przyrodzie równowaga musi zostać zachowana, twardy charakter Pani Marii, okraszony był sercem przepełnionym troską i matczyną miłością.

Mąż Pani Marysi zginął w poważnym wypadku w pracy w wieku 49 lat. Jego ciało zostało zmiażdżone przez ogromną prasę. Skutki tego tragicznego zdarzenia odbiły się echem w lokalnej prasie i radiu, sąsiedzi mieli temat do plotek na kilka miesięcy, każdy zastanawiał się co będzie teraz z jej dzieckiem, jak sobie poradzi? Czy odda Ewę do domu dziecka? Pani Maria z pogardą wysłuchiwała plotek na swój temat, jakoby popadła w nałóg i biła dziecko, nie radząc sobie z samotnością. Nie miała zamiaru przejmować się gadaniną podstarzałych, wścibskich sąsiadek. Potrafiła podnieść się z dumą i nigdy nikomu nie pokazała, że ma chwile słabości. Na takie momenty pozwalała sobie od czasu do czasu.

 Ewa sięgnęła ręką do kartonowego, ozdobnego pudełeczka na dnie komody i wyciągnęła album z fotografiami. Przetarła dłonią po brązowej, skórzanej oprawie i otworzyła go.

- Mama, tatuś, babcia – przyglądała się uważnie – mamy takie podobne rysy – stwierdziła – Nela… Nela ma oczy po babci, zdecydowanie.

Postanowiła znaleźć sobie czas na małe wspomnienia. Z kubkiem gorącej kawy, śmiejąc się cichutko, przeglądała album z wakacji. Wyglądała przy tym jak mała beztroska dziewczynka, która cieszy się z najmniejszych drobnostek i potrafi dostrzegać jeszcze to czego inni już nie zauważają… Wspomnienia zalały jej głowę i od razu poczuła dzieciństwo. Wyimaginowany zapach wysokiej trawy na polu, gdzie spędzała wakacje w małej podwarszawskiej miejscowości przelatywał przez jej nozdrza jak porywisty wiatr. Miękka ziemia, cudownie urodzajny czarnoziem, w który wtapiała swe stopy, czując się jakby stała na gąbce. Wokół niej mnóstwo ptaków i dzikiej zwierzyny, hasającej beztrosko po polu w poszukiwaniu jedzenia, bądź miejsca do odpoczynku. Widzi jak biegnie za małym szarym zającem, który ucieka ile sił w nogach, w obawie przed schwytaniem… Zatrzymała się i spojrzała na niebo, to było najpiękniejsze niebo jakie kiedykolwiek widziała.

Zapomniała o wszystkim – o chorobie, cierpieniu, łzach… Na jej suchej twarzy, zagościł promienny uśmiech, którego nie powstydziła by się okłada magazynu dla Pań, „Uroda” gdzie największe gwiazdy prezentowały swe wdzięki. Ewa wiedziała, że teraz będzie już lepiej, że Nela w końcu będzie miała zdrową mamę, że znowu powróci do swoich dawnych zajęć na dobre i nic, nigdy więcej jej w tym nie przeszkodzi.

Życie zauważalnie stało się lepsze, piękniejsze – czuła to w sobie.

 Wzięła głęboki oddech i z poczuciem ogromnego ciepła na sercu stała jeszcze chwilę w miejscu i myślała… Poszła się przebrać. Przytrzymywała spadający, jedwabny szlafrok i przeglądała ubrania w szafie. Szafa jej była rozmiarów dość sporych, zaopatrzona w dobre i wysokiej jakości marki, ba! Były nawet ubrania od znanych projektantów, Paprocki&Brzozowski, Zień, Louis Vuitton…
- Ta czerwona będzie w sam raz! – przymierzyła na siebie, piękną, elegancką kreację od mało znanej zagranicznej projektantki. Zainteresowanie modą było nieco wymuszone na samym początku, z tego względu, że praca w kobiecym magazynie, bardzo popularnym w kręgach znanych, zobowiązywała do bycia obeznaną z rynkiem modowym. Z czasem tak bardzo spodobało się to Ewie, że zaczęło to być jej małym kobiecym uzależnieniem.  Czerwona sukienka, odsłaniająca kolana, z ręcznie szytym wzorem przy dekolcie była perfekcyjna! To właśnie tę dziś chce mieć na sobie. Miała okazje nosić ją najczęściej do pracy, sukienka ta idealnie podkreślała jej figurę, ale przy tym nie była wulgarna, aczkolwiek przyciągająca.
Ochroniarz pilnujący wejścia do wydawnictwa zawsze nisko się jej kłaniał, wędrując jednocześnie wzrokiem po tych kobiecych kształtach. Ewa zdawała sobie z tego sprawę i w duchu podśmiewała się, wyobrażając sobie jego myśli nieczyste. Niestety dziś nie leżała tak dobrze jak kiedyś… To jednak nie skłoniło Ewy do zmiany garderoby.

- Mamy to! – powiedziała i odłożyła sukienkę na łóżko – teraz czas coś zjeść i zrobić zakupy.

Przygotowała sobie lekkie śniadanie i zaraz po posiłku przebrała się do wyjścia, tym razem jednak nie chcąc rzucać się w oczy włożyła zwykłą bluzę i dżinsy.
Kiedy przekręciła klucz w zamku i stała już na klatce schodowej z siatką na zakupy, poczuła zakłopotanie i lekki strach. Miała wrażenie, że za chwile stanie się jakimś dzikim, egzotycznym zwierzęciem zamkniętym w klatce wystawionym na pokaz przed setką ludzi. Nie będzie miała gdzie się schować, ani możliwości ucieczki… Ścisnęła pęk kluczy w dłoni i zeszła na dół. Od dawna wyręczał ją z tych obowiązków Marek, albo mama. Teraz to ona musiała stawić czoła otaczającej jej rzeczywistości i przejść przez tłum, którego wzrok będzie wbijał się w nią jak ostre szpile. Wiedziała, że czeka ją spotkanie z niejednym mieszkańcem bloku, ale czas najwyższy zacząć normalnie żyć.
Była już na podwórzu i rozejrzała się dookoła.

- No a nawet gdybym kogoś spotkała.. Co z tego! – pomyślała i poszła dalej.

 Wiedziała, jakich pytań może się spodziewać, a nienawidziła litości… Gardziła litością.
Szła dalej, przed siebie. Zaczęła sobie wyobrażać, że jest jakąś znaną celebrytką i ucieka przed wzrokiem fanów. Śmieszyło ją to i dobry humor na szczęście przy niej pozostał. O dziwo, nikt, zupełnie nikt ze znajomych jej nie zaczepił. W spokoju zrobiła wszystkie niezbędne na dzisiejszą kolację zakupy i wróciła do domu.

 Przygotowywanie kolacji szło jej sprawnie jak nigdy. W rytm piosenki z kultowego musicalu „Grease” – "You’re the one that I want", bawiła się wyśmienicie. Z lekkością piórka mieszała przepyszny sos śmietanowo-ziołowy i przygotowywała farsz do kurczaka. Roztańczona wręcz, podśpiewując piosenkę i myląc się w słowach niejednokrotnie, hasała po kuchni jak mała mysz, która od dawna nie widziała kota.
- No proszę! Co tu się dzieje! – nagle wszedł do mieszkania Marek i krzyknął zaskoczony.
- Upss! Haha! To mnie masz! – uśmiała się Ewa i porwała Marka do tańca w rytmie następnego utworu „Summer nights”.
Wyglądali jak para młodych, zakochanych w sobie nastolatków, którzy świata poza sobą nie widzą. Wpatrzeni w siebie, zatopieni w swoich spojrzeniach…

Zapach kurczaka wydobywał się z gorącego piekarnika i rozniósł się po całym domu, wszędzie były ubrudzone garnki i niedomyte sztućce a Ewa i Marek stali na środku kuchni i już w ciszy, mocno w siebie wtuleni, nie wydobywali z siebie ani jednego słowa. Kap, kap… kolejne łzy uderzały o kafelkową posadzkę, spływając z ich oczu. To był ten moment kiedy obojgu puściły emocje. Gdyby mogli połączyli by się ze sobą na wieki wieków i nigdy więcej nie oddalili na choćby jeden krok. Marek tak mocno przytulał do siebie swoją żonę, jakby wciąż było mu mało, jakby chciał poczuć namacalnie tę miłość która ich łączy.
Bez słowa zaprzestali. Ewa zatopiona we własnych łzach pocałowała go czule w usta i oparła swą głowę na jego ramieniu.
- Już będzie dobrze kochanie, obiecuję… - wyszeptała.
- Jestem szczęśliwy – powiedział Marek – niech tak będzie już zawsze… Tak bardzo bym chciał… - złapał ją za dłoń i spojrzał w piękne oczy.
- Poradzimy sobie, mamy siebie i jest też nasza Nela. – oznajmiła wciąż ocierając nos…
Taka miłość to dar który nie każdy potrafi docenić – Marek i Ewa potrafili, potrafili cieszyć się każdą cząstką siebie.

Wieczór nastał prędko. Do domu zjechała cała rodzina – Mama Ewy, Rodzice Marka oraz siostra z mężem. Zadowoleni, wszyscy wspólnie przy jednym stole znów stali się jedną wielką rodziną. Ewa przepięknie prezentowała się w czerwonej sukience i każdy ją podziwiał. Choroba nie odebrała jej wnętrza wypełnionego pragnieniem życia, zrobiła tylko spustoszenie w jej fizyczności, ale to akurat zawsze można odbudować. Temat choroby nie był w ogóle poruszony, najpewniej każdy widząc Ewę w takim a nie innym stanie, odpuścił sobie.

Za oknem panowała już głęboka ciemność, ale śmiechom i radości nie było końca, jakby nie chcieli aby ten wieczór się zakończył. Wszyscy tego potrzebowali, wszyscy chcieli znów to poczuć. To było widać jak czarno na białym – w domu znowu zapanowała radość życia.
Ewa poszła zajrzeć do śpiącej już córki i spoglądała na nią swymi niebieskimi oczami. Widziała w niej taką małą cząstkę samej siebie, położyła się obok i zaczęła ja głaskać czule po głowie. Przymknęła oczy i poczuła, że zaczyna wszystko od nowa.

- Śpij słodko, królewno. – pomyślała, gasząc lampkę nocną w pokoju Neli i wróciła do towarzystwa.

 

Komentarze (0)

Copyright by Daniel Feist & Bartek Kozar