Diky

2006-12-04

WARTO WIEDZIEĆ

MIĘDZY USTAMI A BRZEGIEM KIELISZKA

Udane przyjęcie to takie, które wszyscy długo wspominają. Jeżeli więc naprawdę stawiamy na efekt, musimy mieć barek i... najlepiej barmana. Nie ma to jak profesjonalista, który będzie umiał odgadnąć życzenia naszych gości i przygotować im coś, na co czekali całe życie. W ostateczności może się tym zająć laik, ale pod warunkiem, że ma dobry smak i dobre pomysły. Każda impreza, ma pewną chronologię, która obowiązuje także w dziedzinie picia. Najlepiej zacząć od czegoś, co wprawi wszystkich w dobry nastrój, zaostrzy apetyt i leciutko oszołomi. Koktajle na bazie Martini gwarantują ten efekt. Białe doskonale komponuje się z 7Up, Spritem lub po prostu lodem i cytryną. Czerwone – którego smak jest z natury ostrzejszy – dobrze smakuje z gazowaną wodą i plasterkiem cytryny. Taki napój możemy przyrządzić sami, bez tajemnej wiedzy barmańskiej. Wystarczy mieć odrobinę wyczucia i nie zachwiać proporcji między składnikami. Nieco więcej umiejętności wymaga przygotowanie „Champagne Coctail”. Ten leciutki i bardzo wykwintny aperitif to szampan z odrobiną koniaku, brązowym cukrem oraz kropelką angostury, tajemniczej ziołowej mikstury sprowadzanej z Trynidadu i Tobago. Zachwyci spragnionych egzotyki w zwykłym z pozoru szampanie! Musujące wino urozmaicić można też sokiem z pomarańczy. Tak otrzymujemy koktajl o nazwie „Mimoza”.

Kiedy goście poczują już pierwszy zawrót głowy, pora na long drinki, czyli kombinacje różnych szlachetnych alkoholi, które można sączyć przez cały wieczór lub – jeśli ktoś nie lubi tracić czasu – 5-ciu kolejnych minut. Przebojem tego sezonu jest ulubiony drink Ernesta Hemingwaya „Mojito”, czyli orzeźwiające liście miętowe z cukrem i kruszonym lodem, zanurzone w białym rumie z wodą sodową, która łagodzi intensywny smak alkoholu. Dla ozdoby zielona limonka, a dla wygody – słomka. Serwować należy w długiej, wąskiej szklance – pozwala nacieszyć się widokiem bujnej mięty! Klasyka gatunku, czyli „Margarita” to propozycja głównie dla pań. Kieliszek na długiej, chudej nóżce z szeroko rozchylonym brzegiem obowiązkowo umoczonym w soli napełnia się wymieszanymi: tequilą, likierem pomarańczowym oraz sokiem ze świeżo wyciskanych limonek. „Margarita”, zanim trafi do kieliszka, powinna zostać „zshakerowana” z dużą ilością lodu. Najbardziej odpowiednia dla niej temperatura jest bliska zeru!

Gdy uznamy, że pora przejść do konkretów, przygotujmy coś z kategorii shotów, czyli drinków, które pije się za jednym przechyleniem kieliszka. W małych szklankach można wbrew pozorom zmieścić bardzo dużo procentów. Uwaga na natychmiastowe efekty – porażające! Najsłynniejszy szocik to „Wściekły pies”, który składa się z wódki, soku malinowego i tabasco. Wariacją tego napoju jest „Bardzo wściekły pies”. Trudno się po tym pozbierać! A jeśli komuś jeszcze będzie mało wrażeń, proponujemy zestaw tequila plus tabasco. Z mniej żrących substancji, a do tego wyjątkowo atrakcyjnych wizualnie polecamy „B52”. Trzypiętrową konstrukcję w kieliszku do wódki tworzą Kahlua, Baileys i Cointreau. Kolejność nieprzypadkowa! Teraz pora na mały kryzys. Po takiej dawce likierów i wódek w różnych konfiguracjach, kolorach i kieliszkach, trzeba się doprowadzić do porząądku. Na nogi postawi nas tylko „Maracas”, czyli mocne espresso z dodatkiem Kahlua. A jeśli to nie pomoże, to najlepiej napić się dużej ilości wody mineralnej i liczyć na szybki powrót formy. Bo to jeszcze nie koniec! „Sex on the beach” to popularny drink, po którym nikogo do niczego nie trzeba będzie namawiać. W jego skład wchodzą: żurawinowa Finlandia, likier brzoskwiniowy, soki pomarańczowy i ananasowy. Spragnionych owoców i orzeźwienia gości zadowoli na pewno truskawkowe „Daiquiri”. Mus z truskawek, kruszony lód, cukier, sok z cytryny oraz Bacardi miksujemy w blenderze i podajemy w wysokich, brzuchatych szklankach. Smakuje bardzo owocowo i niewinnie o każdej porze dnia i nocy. Letnią propozycją jest też „Sangria”. Jest kilka sposobów na przygotowanie tego latynoskiego napoju wyskokowego, ale najpewniejszy z nich mówi, żeby do ogromnego dzbanka wlać koniak, Martini Rosso, biały rum, czerwone wino, sok pomarańczowy i 7Up. Do tego dużo owoców w kawałkach. Nalewać do szklanek z lodem. Tak się podobno robi na Ibizie!
Po każdym przyjęciu trzeba się kiedyś obudzić. A jeśli uda nam się przygotować te wszystkie przepyszne koktajle, jest duże ryzyko, że to będzie trudny moment w życiu naszych gości. Na kaca jest jedna dobra rada – „Krwawa Mary”. Podobno sok pomidorowy z przyprawami i odrobiną wódki potrafi wyleczyć każdy ból głowy. Warto spróbować!

Komentarze (0)

Copyright by Daniel Feist & Bartek Kozar