Konkursy/

2006-11-29

WARTO WIEDZIEĆ

WZYWA KOBIETY BY ZAŁOŻYĆ PARTIĘ POLITYCZNĄ

Po najbliższych wyborach to my – mądre, światłe i przedsiębiorcze – zastąpimy zaściankowych, nierozgarniętych, nieudolnych polityków.

Kochać można tylko z nieprzymuszonej woli. Nikt nie ma więc prawa podejmować za dorosłych ludzi decyzji, czy chcą kochać, czy mogą i pragną mieć dziecko. Moja pięcioletnia córeczka jest nieplanowaną wpadką. Nie usunęłam ciąży nie tylko dlatego, że mogłam wychować dziecko i jestem katoliczką. Życie jest dla mnie czymś tak niesamowitym, że prawdopodobnie nie odważyłabym się na aborcję, jestem za słaba psychicznie. Ale każda kobieta ma prawo decydować o tym, czy ją stać – emocjonalnie i materialnie – by zachować nieplanowaną ciążę. Nie jesteśmy państwem wyznaniowym, więc co może obchodzić niewierzącą Kowalską fanatyzm Wiśniewskiej, według której Duch Święty pracuje w prokuraturze i szpera w wyskrobanych macicach?

Fałszywy heroizm, fałszywe ideały

Obowiązująca ustawa antyaborcyjna jest według Kościoła kompromisowa. LPR-owscy ojcowie założyciele nowej Rzeczypospolitej postanowili tę ustawę zaostrzyć i zostać ojcami wszystkich poczętych i jakkolwiek poczynających sobie Polaków. Nieważne, czy ich Matka Polka to przeżyje, czy ma ochotę być matką. Wszechwładza nad kobietami dla wszechpolaków. Podobnie jest we wspólnotach pierwotnych, gdzie kobiety i dzieci są odsuwane na bok, a decyzje podejmuje rada plemienna obradująca pośrodku wioski, u nas – pośrodku Europy. Nie powinno to dziwić, tak samo jest od kilkunastu lat, obojętnie, czy rządzi lewica, czy prawica. Gdy wojownicy w zbroi garnituru już się dorwą do władzy, kłócą się o podział postkomunistycznego i unijnego łupu: który więcej zagarnie, który ma do niego większe prawo moralne i większe zasługi. Dopełnieniem byłaby podziwiająca ich kobieta. Ideał, o którym na trzeźwo opowiada poseł Piłka: „Zawsze zadowolona i uśmiechnięta, chociaż się poświęcająca”. Nie wiem, z jakim rodzajem kobiet obcują w nawale zajęć posłowie, ale jest to raczej opis gumowej lali niż kobiety z krwi i kości. Nikt dzisiaj od kobiet na Zachodzie nie wymaga heroizmu. Życie rodzinne to nie gehenna, a już na pewno nie poświęcanie się męskiemu despocie – wbrew temu, co wyobraża sobie Liga Patriarchalnych Rodzin. Ale problemem nie są rojenia prawicy i Giertycha wyglądającego jak piorunochron naszej nienawiści. Gorsze jest to, że Polacy potrzebują takiego rządu, skoro go wybrali.

Bunt to za mało

Walcząc o niepodległość, składaliśmy daninę krwi, teraz płacimy rozumem za wywalczoną wolność. Dlatego budząc się rano, nie wiem, co usłyszę w radiu, jaką obłąkańczą próbę zamachu na moje prawa. Nie mam złudzeń, następny rząd może będzie bardziej cywilizowany, ale nie okaże się łaskawszy dla kobiet. Niby dlaczego miałby zająć się kimś, kto trzyma butelki z mlekiem, a nie z benzyną? Przecież polityka to sztuka wywierania nacisku. My zamiast górniczych petard możemy rzucać pogardliwe spojrzenia. W następnych wyborach podsunie się nam Tomasza Lisa, żebyśmy miały wytchnienie, patrząc na uroczego kandydata. Nikt się z nami nie liczy, a będzie jeszcze gorzej, jeśli same nic nie zmienimy.

Gwałconej Ani przyglądały się obojętnie lub bezradnie jej koleżanki. W Szwecji, w tej strasznie wyzwolonej obyczajowo Szwecji, dziewczynki rozszarpałyby chłopców znęcających się nad jedną z nich. Różnica mentalności i kultury. Tam kobieta jest kimś, u nas – przedmiotem do manipulowania między nogami, między przepisami. Niemal w tym samym czasie, kiedy umarła Ania, dyskutowano w Sejmie o antyaborcyjnych poprawkach. A my jak te dziewczynki z gdańskiego gimnazjum biernie się przyglądamy gwałceniu naszych praw! Nie musimy się buntować, bunt jest bronią niewolników. My, kilkanaście milionów dorosłych Polek, żyjemy w europejskiej demokracji i jesteśmy pełnoprawnymi obywatelami. Mamy wszelkie możliwości, by sięgnąć po władzę i przestać się gapić na to, co z nami wyrabiają. Tak jak w Szwecji, gdzie kobiety zagroziły zorganizowaniem swojej partii. Szantażując rząd, stworzyły sobie ciągle udoskonalany przedsmak kobiecego raju. My spróbujmy wyjść z polskiego kobiecego piekła. Nie wystarczy pójść na manifestację przeciw prawu antyaborcyjnemu. Żeby załatwić wszystkie nasze sprawy, musiałybyśmy chodzić codziennie pod Sejm. Skuteczniej będzie do niego wejść na stałe. Nie kilkuosobową reprezentacją, ale silną partią. Bo Polska to my – gwałcone w naszych prawach, spychane na ostatnie miejsce i nieludzko traktowane. Byle manipulant w stylu peerelowskiego, prowincjonalnego kacyka lekką ręką wydaje z państwowych pieniędzy miliony złotych, fundując sobie przystanek kolejowy. Dzieje się to w tym samym kraju, gdzie samotnym matkom bez żadnych dochodów rzuca się jednorazowo jałmużnę 40 złotych na kredki dla dziecka (przypadek mojej siostry, służę kwitami). Porzucane przez mężczyzn jak psy w lesie jesteśmy przywiązane nie do drzew, ale do naszych dzieci, i wyjemy z rozpaczy, nie mając za co ich wyżywić. Albo z obawy o to, gdzie mieszkać i z czego żyć, tkwimy w upokarzających związkach z pijakami i brutalami, chroniąc dzieci przed nędzą. Wykorzystywanie tej naszej wrażliwości i sumienia państwowi sadyści na etatach nazywają z lubością „poświęcaniem się rodzinie”.

Kilkadziesiąt lat temu pierwszego lekarza, który stosował znieczulenie przy porodzie, ścigała policja za występowanie przeciw boskiemu prawu – cierpienia za grzech pierworodny. Gdy w latach 70. dyskutowano we Francji o aborcji, argument jej przeciwników brzmiał: „idiotki masowo się wyskrobią przed sezonem narciarskim”. Nie obchodzi mnie, co na temat porodów i aborcji mają do powiedzenia kolejne rządy w Polsce. Polska jest kobietą i musi mieć zagwarantowaną lepszą ochronę prawną kobiet, opiekę socjalną dla matek, komfortowe porody z darmowym znieczuleniem, refundowane środki antykoncepcyjne i oświatę seksualną w szkołach.

Samopomoc kobiet

Kiedyś marksiści wciskali nam, że wolność to uświadomiona konieczność. Teraz wmawia się nam, że prawdziwa wolność to konieczność nieuświadamiania naszych dzieci. Kobiety, dziewczyny, matki – nie możecie tego znosić. Skarżyć się mogą kobiety w islamie, bo mężczyźni prawnie za nie decydują. My nie mamy jak one zasłoniętych szmatami oczu, my je mamy dobrowolnie zamknięte.
W dodatku władza dawno straciła prestiż. Widzimy jej mechanizmy: prostacy gangsterskimi metodami dopychają się o swoje. Kościół, za komuny ostoja wolności, ma tyle własnych problemów, że nie jest w stanie zatroszczyć się nawet sam o siebie. Nikt inny oprócz nas nam nie pomoże. Nie wierzcie żadnym obietnicom polityków, wierzcie tylko sobie.
Mam w domu małą Polkę, jak wy chcę dla niej dobrego życia. Dając jej tak na imię, marzyłam dla niej o wspaniałej Polsce. Dlatego nie mogę usiedzieć w domu, zastanawiając się, co dalej. Zdesperowana poszłam do pięciu sąsiadek w mojej wsi. Okazało się, że myślą podobnie. One następnego dnia dogadały się z innymi. Wypróbowana i skuteczna metoda wzorowana na zorganizowanej w „piątki” Armii Krajowej. W dwa dni jest już nas 25. To nie jest szaleństwo, ale metoda, by w postępie (geometrycznym) zebrać się i wywalczyć swoje. Możemy w kilkadziesiąt tysięcy pójść pod Sejm i zademonstrować naszą siłę, ale najważniejsze, by stworzyć do następnych wyborów partię i wejść z nią do Sejmu. Nie być na lewo ani na prawo. Być sobą bez względu na sympatie polityczne. Jesteśmy najbardziej przedsiębiorcze w Europie, a zarazem najbardziej upokarzane. Możemy wszystko i nie mamy nic oprócz wewnętrznego sprzeciwu. Zróbmy chociaż tyle – zorganizujmy się. Walczmy o siebie, bo Polska to nie oni, POLSKA JEST KOBIETĄ!!!

Wyślijcie wiadomość na adres polskajestkobieta@gmail.com. Ci, którzy zamierzają pisać obelgi albo bzdury, mają do tego każde inne forum i trybunę sejmową. Zarezerwowałam domenę www.polskajestkobieta.org – trzeba ją uruchomić. Proszę, zgłaszajcie się, informatyczki, graficzki, gospodynie, bezrobotne, ekonomistki, prawniczki, kobiety znane i nieznane, a także oświeceni mężczyźni. Proszę Was o to dla naszych małych Polek, dla nas, bo Polska jest kobietą!

Manuela Gretkowska w Gazecie "Przekrój" 46/2006 Zdjęcie: Manuela Gretkowska

Komentarze (0)

Copyright by Daniel Feist & Bartek Kozar