2007-06-18

ROZRYWKA

KONCERT KONCERT KONCERT

Gdzie, co i jak...?
Wczoraj odbył się w Częstochowie koncert zespołu Myslovitz, który został zaproszony na imprezę z okazji 8 lat M1. Koncert zaczął się z 15 minutowym opóźnieniem, ale to i tak niewiele jak na warunki częstochowskie, czasami bywa gorzej. Po raz ostatni miałam okazję obejrzeć Myslovitz na koncercie dobrych parę lat temu i teraz też się nie zawiodłam. Myslovitz - zespół, który nie zmienia się nawet na chwilę na gorsze, nie poddaje się modzie, nie kombinuje z muzyką i brzmieniem, grają swoją muzykę, grają dla wiernych fanów, którzy ich nie opuszczą bo akurat na ten zespół można liczyć.

Wyjątkowi…
Prawda jest taka, że nie wszyscy przepadają za ich muzyką, a gdy koncert odbywa się tak wcześnie i z takiej okazji, to publiczność nie potrafi docenić ani brzmienia, ani klimatu jaki zespół tworzy już po kilku sekundach od pojawienia się na scenie. Koncert był za wcześnie i publiczność była za młoda, dzisiejsza młodzież często nie potrafi docenić muzyki. Gdyby pora była późniejsza, koncert wprost byłby idealny. Myslovitz to zespół, który dla mnie największe sukcesy odnosi właśnie na scenie, mało kto jest ich w stanie pobić. Fakt – nie są showmenami, ale ich muzyka nie potrzebuje przedstawienia i wygłupów. Sam zespół potrafi stworzyć po kilku sekundach taką atmosferę, że człowiek potrafi się zupełnie wyłączyć, odciąć od wszystkiego i cieszyć dźwiękiem i głosem Artura Rojka. Na scenie Myslovitz nigdy nie ma show, ale ich muzykę, talent, ich brzmienie, głos wokalisty, gitary, niesamowite zgranie zespołu i doświadczenie w tym co robią, dopiero widać na koncertach. Po prostu są stworzeni do muzyki na żywo. Ich płyty tak nie brzmią, mimo, że uwielbiam ten zespół, ale dla kogoś kto nie jest przekonany do zespołu, mogę dać jedną radę. Idźcie na koncert, a pokochacie tych chłopaków.

Co grali…
Grali swoje największe przeboje ze wszystkich płyt, łącznie z najnowszą płytą, której niestety jeszcze nie miałam okazji posłuchać, ale teraz już wiem, że muszę to nadrobić, gdyż po tych piosenkach, które zaprezentowali, ta płyta musi się znaleźć w mojej dyskografii. Najpiękniejsze w ich koncertach jest to, że każda piosenka, każdy jeden utwór, który był znany w całej Polsce, puszczany w radio 100 tysięcy razy, na koncercie brzmi inaczej, a to jest cudowne, bo każde nowe brzmienie ich największych hitów, jest po prostu niesamowite. Zespół oczywiście wyszedł na bis, choć jak wspomniałam publika nie była zachwycająca, ale wyszli i cały koncert zakończyli wielkim hitem "Peggy Brown" zagranym tak ostro, że nawet mnie zaskoczyli, ale to wykonanie potwierdziło tylko ich wybitny talent. Świetna wersja mojej ulubionej piosenki, za to powinnam im podziękować.

Cały koncert bardzo udany, oby częściej nas tutaj odwiedzali i robili to w czym są najlepsi i dzięki czemu dają ludziom radość... Tak trzymać chłopaki, macie w nas wiernych fanów...

KLIKNIJ, żeby powiększyć.















































Opracowanie i zdjęcia:

Agnieszka Frankiewicz

Komentarze (0)

Copyright by Daniel Feist & Bartek Kozar