Konkursy/

2014-04-08

CIEKAWOSTKI

HANNA KOCHAŃSKA: dzięki aktorstwu czuję się spełniona

- Jestem typem bardzo witalnym, więc aktorstwo daję mi możliwość spełnienia na wielu płaszczyznach. Kiedyś wyobrażałam sobie, że aktor to prawdziwy erudyta, który poprzez swój zawód wypełnia posłannictwo. Dziś w dobie aktorów- celebrytów ten zawód niewiele ma z posłannictwem wspólnego. - mówi Hanna Kochańska, aktorka związana m.in. z Teatrem Kamienica.










Skąd pomysł na aktorstwo?
- Pierwsze marzenia o aktorstwie sięgają juz przedszkola. Mała Hania pierwsza zgłasza się do recytowania wierszy na przedszkolnych akademiach. Uczyłam się ich z Tatą, który wkładał mi teksty pod poduszkę do snu, abym je lepiej zapamiętywala. A potem pani dyrektor z przedszkola konspiracyjnym głosem po udanym występie mówi do Mamy: Jest świetna'!Bedzie aktorką!. W liceum tworzę z grupą przyjaciół kółko teatralne, piszę własną sztukę, którą wystawiam z powodzeniem, zdobywam wyróżnienie za scenariusz, a także działamy w Gońcu Teatralnym przy olsztyńskim Teatrze im. Stefana Jaracza. Chodzę na wszystkie spektakle po kilka razy i już nie mam wątpliwości, że zdawać będę do PWST. Zabawne jest tylko to, że zanim dostałam się do szkoły teatralnej studiowałam dwa lata dziennikarstwo na UW i jednocześnie byłam słuchaczką olsztyńskiego Studium Aktorskiego. Mój cudowny debiut teatralny i rola Panny Młodej w Weselu Wyspiańskiego u wspaniałego Adama Hanuszkiewicza przesądziły o mojej drodze zawodowej. Miłość jest tylko jedna - AKTORSTWO!

Czym zatem dla Ciebie jest aktorstwo?
- Jestem typem bardzo witalnym, więc aktorstwo daję mi możliwość spełnienia na wielu płaszczyznach. Kiedyś wyobrażałam sobie, że aktor to prawdziwy erudyta, który poprzez swoj zawód wypełnia posłannictwo. Dziś w dobie aktorów - celebrytów ten zawód niewiele ma z posłannictwem wspólnego. Natomiast granie spektakli dla dzieci może być bardzo twórcze i edukacyjne. I jak ktoś kiedyś powiedział: czas spędzony z dziećmi nie jest czasem straconym. Dzięki temu aktorstwo to SATYSFAKCJA!

Na co dzień wraz z Jackiem Zawadą współtworzycie tzw. Małą Kamienicę, która jest autorskim programem kulturalno-edukacyjnym Teatru Kamienica skierowanym do młodych widzów. Jak Wam się pracuje z maluchami?
- Wspaniale! Na pewno nie wolno bać się występując przed dziećmi, one od razu to wyczują i nie „kupią” tego, co im się oferuje. Występując przed dziecięcą publicznością trzeba być dobrze przygotowanym i oddanym temu, co się robi.Trzeba myśleć tak jak one, ale nie wolno ich traktować jakby były głupsze od nas dorosłych. One swoje wiedzą i doskonale wyczuwają wszelkie niuanse. Zawsze powtarzam sobie, grając dla dzieci: „Graj tak, jakbyś chciała by zagrano dla ciebie albo dla twojego dziecka”. I często na widowni siedzi mój synek i dokładnie zdaje mi relację, gdzie się pomyliłam. Oprócz profesjonalizmu i tej uczciwości w graniu trzeba po prostu z dzieciakami być całym sobą i wtedy nie ma mowy o tremie, jest tylko dobra zabawa.

Dzieci to wymagający widzowie? Co jest najtrudniejsze a co najprzyjemniejsze dla Ciebie jako aktorki, podczas występów przed młodymi widzami?
- Zawsze mam ogromną tremę, bo czuję większą odpowiedzialność w spektaklach dla dzieci. I wymaga to ode mnie większego skupienia. Dzieci są bardzo spontaniczne, każde kłamstwo, każdy fałsz od razu wypunktują. Dlatego za każdym razem musimy z Jackiem dbać o to, by być totalnie szczerym i uczciwym wobec dzieci. Przecież one od razu to wychwytują, dzięki temu, że uczucia i emocje są w wieku dziecięcym na pierwszym planie. No i jak już udaje nam się być uczciwym i szczerym na scenie, nie pozostaje nam nic innego jak świetnie bawić się razem z dzieciakami. Nagrodą wtedy są ich uśmiechnięte buzie i wyznania podczas podpisywania karteczek z autografami: Jest pani moją ulubiona aktorką!  W wydaniu 4-latka to coś niezwykłego i wartościowego!

Na co kładziecie główny nacisk w swoich spektaklach dla maluchów?

- Na interaktywność! To dzieci najbardziej pobudza i inspiruje.Występując w spektaklach bajkowych m.in. w Teatrze Syrena zauważyliśmy, że dzieci na widowni potrafią wytrzymać w skupieniu kilkanaście, czasem kilkadziesiąt minut. Potem już zaczyna je rozpierać energia, kręcą się, wiercą. Bierne siedzenie w fotelu i obserwowanie losów bohaterów na scenie okazuje się w pewnym momencie niewystarczające. Dlatego znając łatwość dzieci do wchodzenia w różne role, obserwując w czasie animacji i warsztatów dziecięcych ich spontaniczność i niespożytą, wspaniałą, totalnie ożywczą energię, postanowiliśmy połączyć te dwie formy w jedno. I tak powstał nasz projekt, połączenie tradycyjnego spektaklu dla dzieci z warsztatami, które aktywizują małych widzów. Dzięki temu dzieci pamiętają z naszych bajek bardzo dużo, bo same w nich uczestniczą.

Masz swoją ulubioną bajkę, spektakl?
- Zaczytywałam się w książkach o Ani Shirley z Zielonego Wzgórza, kocham wyobraźnię bohaterów Astrid Lingren i zawsze wzrusza mnie Mały Książę. Nie mam jednej ulubionej bajki. Teraz kiedy czytam bajki mojemu synkowi widzę, jaki cudowny wpływ mogą mieć na jego rozwój. Są podstawowym i pierwszym narzędziem na drodze do poznania samego siebie, a także dzięki nim może, jak Mały Książe przejąć królewskie dziedzictwo kierowania swoim życiem. To wartość sama w sobie.

Czy możesz powiedzieć, że teatr jest Twoim drugim domem? A może serial, bo też sporą część czasu spędziłaś przecież na planie: Kryminalni, Pierwsza miłość, Oficer czy Plebania...
- Rzeczywiście tak jest, w teatrze spędzam bardzo dużo czasu i trzeba kochać takie miejsce, aby praca była nadal inspirująca i twórcza. Pamiętam jak kiedyś mój przyjaciel taksówkarz wiózł mnie do Teatru Syrena w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia i ja narzekałam, że inni ludzie siedzą teraz za stołami, biesiadują w gronie rodziny, a ja jadę do pracy. Zabronił mi wtedy narzekać, mówiąc: Przecież to kochasz! I jedziesz jakby do rodziny, do domu. Miał rację - wyjście wtedy na scenę, do widzów miało coś z odświętnego spotkania, nie do powtórzenia. A plan zdjęciowy to zupełnie inna magia, to radość uchwycenia chwili i zapisania jej na taśmie. Lubię atmosferę planów zdjęciowych i ludzi tam pracujących. Zawsze po intensywnych zdjęciach i obcowaniu z nimi długo, kiedy wracam do domu czuję, że mi czegoś brakuje, że za nimi tęsknię. Adrenalina, która temu towarzyszy działa jak narkotyk.

W teatrze nie zawsze uda się coś powtórzyć, a właściwie nigdy nie udaje się. Na taśmie filmowej zostaje wszystko zapisane. Ten ulotny, niesamowity, chwilowy rodzaj kontaktu z partnerem, czy rodzaj wzruszenia... Dlaczego zatem tak wielu aktorów zdecydowanie woli pracę na deskach teatru?
- Myślę, że warto tu dodać, że teatr wymaga profesjonalizmu i rzemiosła. W filmie, serialu aktorem staje się ten kto w nim występuje, w teatrze aktorem trzeba być. Scena i widz zdemaskuje każdy fałsz i brak warsztatu aktorskiego, brak świadomości ciała i emisji głosu. I prawdą jest też, że fascynujące w teatrze jest to spotkanie tu i teraz, którego nie da się powtórzyć albo odtworzyć zarówno z widzem jak i partnerem scenicznym. Może właśnie dlatego aktorzy tak kochają teatr, bo ta ulotność jest ekscytująca. Kochają teatr również dla tej satysfakcji, którą daje aplauz publiczności. Lubię patrzeć co dzieje się z widzami po spektaklu, co mają w oczach. Dlatego po naszych spektaklach dziecięcych wychodzimy z Jackiem Zawadą do dzieci, aby z nimi porozmawiać, podpisać im kartki z autografami. Widzę wtedy jak ważny jest dla nich ten kontakt, jakie są szczęśliwe i podekscytowane. Nie ma w tym żadnej aktorskiej próżności. To w telewizji, w filmie aktor jest niedostępny z wiadomych względów, w teatrze może być na wyciągnięcie ręki, gubi się anonimowość i to jest szalenie wzruszające.

Jakiś czas temu zniknęłaś jednak z ekranów seriali. Przyczyna leży obok w pokoju i słodko uśmiecha się przez sen. Czym dla Ciebie jest macierzyństwo?
- Dopełnieniem i inspiracją. Myślę, że trzeba w sobie pielęgnować dziecko, aby uprawiać zawód aktora, ale dziecko u mego boku to edukator na wszelkich poziomach, emocjonalnym i życiowym. A poza tym to miłość bezwarunkowa, bez niej nie potrafię funkcjonować. Rzadko poza tym się zdarza spotkać idealnego faceta, ale idealnego faceta można sobie urodzić. Moj synek mówi mi zawsze dokładnie to, co chciałabym usłyszeć ( śmiech). Czas spędzony z nim ma taką głębię, nawet w trakcie najprostszych czynności, że nie da się tych doznań z niczym porównać ani zastąpić!

Jak radzisz sobie z pogodzeniem macierzyństwa z powrotem do pracy?
- O, to wyższa szkoła jazdy! Generalnie sobie nie radzę (śmiech), ale każda aktorka i jednocześnie mama musi sobie poradzić. Wymaga to tylko innej logistyki, planowania z dużym wyprzedzeniem, a i tak życie potrafi zaskoczyć, bo zdarzy sięchoroba dziecka, itp. Trzeba być bardzo elastycznym, ale podobno to oznaka młodości, więc ja w tym względzie jestem bardzo młoda!

Czy uważasz, że macierzyństwo jest przeszkodą w pracy zawodowej i odwrotnie, że dobrą matką może być tylko ta kobieta, która poświęca się wychowaniu dzieci?
- Co to znaczy poświęcać się wychowaniu dzieci? Myślę, że żadne dziecko nie chciałoby usłyszeć od swojej matki, że się dla niego poświęciła, że poświęciła swoją pracę, pasję na rzecz wychowania dziecka. To zbyt obciążające. Trzeba po prostu działać zgodnie z własnymi potrzebami i emocjami. Jeśli kobieta spełnia się w wychowaniu dzieci i to przyczynia się do jej samorealizacji, nie ma nic w tym złego. Tak samo nie ma nic nagannego w spełnionej zawodowo matce, która czerpie radość i satysfakcję z wychowywania dzieci. To tak jak w samolocie, maskę tlenową najpierw zagładamy sobie, a potem dziecku, bo jeśli ja nie przeżyję, to nie przeżyje także moje dziecko. Analogicznie spełniona matka przyczynia się do poczucia spełnienia i zadowolenia dziecka. Tak to czuję.  Niczego zatem dla mojego synka nie poświęcam, staram się słuchać swoich i jego potrzeb. To jest recepta na sukces naszej relacji.

Plany na najbliższą przyszłość?
- Mnóstwo, tylko ... zawsze brakuje na wszystko czasu. W przyszłości zatem chciałabym mieć więcej czasu na realizację planów i marzeń oraz .... własny teatr!

Rozmawiała: Ilona Adamska
fot. Witold Szczekowski
 


 

Komentarze (0)

Copyright by Daniel Feist & Bartek Kozar