Diky

2007-01-12

ROZRYWKA

NIE BYŁO BONDA W BONDZIE

Po obejrzeniu filmu muszę jednak się wycofać z wyrażenia „nowe dzieło”. Po wyjściu z kina czułam totalny niesmak, po tym jak jest teraz we „współczesnym świecie” przedstawiony Agent 007. Po pierwsze sam Bond, totalnie zmieniony jego wizerunek…z dżentelmena zmienił się w osiłka żądnego krwi. Myślę, że każda kobieta, ja się też zaliczam do tego grona, szła na Bonda z nadzieją obejrzenia prawdziwego amanta o uroczym spojrzeniu i nienagannych manierach. A tym czasem Bond mówi do kobiety „Ty idiotko”, nie otwiera jej drzwi do samochodu czy też pozostawia ją samą w pokoju… Brakowało mi tego bardzo…ale za to przez cały czas po ekranie biegał umięśniony niczym bokser Bond, z głupkowatym wyrazem twarzy szukając kogoś komu można obić twarz do krwi. Dosłownie krwi! Jak długo żyje nie widziałam jeszcze tak krwawej wersji Bonda. Zawsze reżyser przemycał śmierć na ekranie niezauważalnie, mimo, iż zdaję sobie sprawę z tego, iż Bond ma licencję na zabijanie i na pewno z niej korzysta. Patrząc na Casino Royale miałam wrażenie, że ten Bond miał ich przynajmniej kilka. Nie wspomnę już o samym torturowaniu, czy naprawdę ten film nie byłby tak dobry gdyby nie pokazano w nim tak okrutnego sposobu rozliczenia się z Bondem? Dla mnie wręcz było to obrzydliwe…

Przechodząc dalej do nieco bardziej przyjemnych tematów: kobiety Bonda? Nikomu tutaj nie ubliżając zastanawiam się kto dobierał aktorki -kobiety do tej wersji, zwracam też uwagę na brak smaku w doborze makijażu, uczesania czy też po prostu ich kreacji. Myślę, że panowie tutaj przyznaliby mi rację.

Niestety w Bondzie brak Bonda. Nie ma świetnych gadżetów Q, nie ma też samego doktora Q ! Prawdziwy, szarmancki Bond gdzieś zaginął i przypuszczam, że nie szybko wróci…

Tekst: Ewa Kuzera

Komentarze (0)

Copyright by Daniel Feist & Bartek Kozar