
Większość bajek kończy się magicznym „... i żyli razem długo i szczęśliwie”. A co, jeżeli wcale nie tak długo i w ogóle nie szczęśliwie? Co, jeżeli książę okazał się leniem i niechlujem, a księżniczka utonęła w stercie brudnych garów i zwałach zapaskudzonych pieluch? Co się dzieje z miłością dwojga ludzi, kiedy odstawia się białego rumaka i obcina długi warkocz, czyli kiedy ukochani wkraczają w szarą codzienną rzeczywistość? Na te właśnie pytania odpowiada ostatnia książka
Christiny Hopkinson pt. „Jak nie zabiłam męża, czyli babski punk widzenia”.
Która kobieta nie miała nigdy dość uciążliwych przyzwyczajeń swojego partnera? Która choć na chwilę nie chciałaby zmienić hierarchii codziennych obowiązków i ich podziału miedzy siebie i ukochanego? Szkoda tylko, że żaden mężczyzna nie potrafi zrozumieć tych pragnień. Większość kobiet wychodząc za mąż widzi przy ołtarzu swój ideał faceta. Jednak dopiero wspólne życie weryfikuje, które z jego cech rzeczywiście stanowią atut, a które pretendują do miana irytujących i wyniszczających nas przywar. Tego tematu dotyka właśnie książka „Jak nie zabiłam męża, czyli babski punk widzenia” (org. „The Pile of Stuff at the Bottom of the Stairs”).
Główną bohaterką powieści Christiny Hopkinson jest Mary, 35-letnia angielka, matka dwóch chłopców i żona Joela. Kobieta z pozoru prowadzi wyjątkowo udane życie, którego wszyscy jej zazdroszczą. Ma kochającego męża, który jej pomaga, wspaniałych synów i dobrą pracę w telewizji na pół etatu, dzięki czemu nie zaniedbuje rodziny. Nikt jednak nie wie, że jej codzienny świat nie jest wcale aż tak kolorowy. Źródło większości (jeżeli nie wszystkich) problemów kobieta upatruje w Joelu i jego zupełnie nieodpowiedzialnym zachowaniu, które czyni go właściwie trzecim dzieckiem w domu. Wszystko, za co niegdyś go pokochała, okazuje się prawdziwą udręką, spędzającą sen z powiek. Po kolejnej bezsensownej dyskusji na temat podziału domowych obowiązków, Mary wpada na genialny pomysł. Postanawia stworzyć listę, na której będzie zapisywać wszystkie przewinienia swojego męża oraz jego zasługi. Okres karencji, jaki przyjęła miał wynosić pół roku. Jeżeli po tym czasie większość będą stanowiły minusy, Mary będzie zmuszona rozwieść się z mężem. Można się łatwo domyślić, że rubryka win i błędów zapełniała się dzień po dniu z zatrważającą prędkością. Nic jednak dziwnego, skoro Joel nic nie robił. Nie pomagał w domu, nie wynosił śnieci, wszędzie rozrzucał ubrania i brudne skarpetki, nigdy nie opróżnił zmywarki, chociaż wyjmował z niej czyste naczynia, kiedy były mu potrzebne, zabierał Mery jej kluczyki do samochodu, przez co musiała pieszo odprowadzać synów do szkoły i przedszkola, kazał odebrać garnitur z pralni bez kwitu, który jak sądził zgubił, zaś później okazywało się, że cały czas był w jego portfelu, a w dodatku wysłał żonę nie do tej pralni, co trzeba... Takie sytuacje, szczegółowo opisane w książce można by mnożyć bez końca. Z pozoru wydają się one błahe i nieistotne, jednak było ich zbyt wiele, jak na barki jednej kobiety. Poza tym Mary nie mogła znieść, że to ona wiecznie odgrywała rolę klawisza dla swoich synów, który tylko zabrania i nakazuje, zaś Joel był dla nich cudownym tatusiem, z którym mogli szaleć i się wygłupiać. Czara anielskiej cierpliwości w końcu się przepełniła. Lista miała być rozwiązaniem wszystkich jej kłopotów. Mary nie przewidziała jednak, że to genialne remedium na troski stanie się ostatecznie jej przekleństwem, a cały plan, od samego początku zmierzający do rozstania z mężem, runie jak domek z kart. Jak sam tytuł wskazuje Mary nie zabiła jednak swoje męża, ale aby poznać dokładne zakończenie musicie same sięgnąć po książkę.
„Jak nie zabiłam męża” jest zabawną powieścią, którą czyta się szybko i z ogromną przyjemnością. W licznych historiach Mary możemy doszukać się naszych własnych codziennych problemów, co pozwoli nam poczuć, że nie jesteśmy same. Książka ta może pełnić rolę specyficznego rodzaju poradnika napisanego w formie fabularnej opowieści. Sądzę jednak, że najlepiej będzie traktować ją z przymrużeniem oka, jako sposób na czystą rozrywkę, pełną dobrego angielskiego humoru. Książkę polecamy także panom, którzy chcieliby dowiedzieć się czegoś na temat swoich partnerek i być może zrozumieć chociaż niektóre, z naszych niby niedorzecznych zachowań.
Chrisina Hopkinson urodziła się w 1969 roku w Anglii. Po ukończeniu studiów wyjechała do Hiszpanii, gdzie początkowo pracowała jako au pair, a później jako redaktorka w wydawnictwie i magazynie „Hello!”. Dziś pisze różnorodne artykuły m.in. dla „The Times” czy „Guardian”. Ma troje dzieci i męża, który jak uparcie powtarza nie był pierwowzorem dla powieściowego Joela.
Autor: Paulina Frączek
Inne artykuły naszej stażystki:
Listy do M. po premierze
Baby są jakieś inne
Hope Edelman Córki które zostały bez matki
Styl w XXI wieku
Nowe objawienie Stephena Kinga, czyli Dallas 63
Relacje damsko - męskie pod lupą Krystyny Kofty
Elektryczna przyszłość dzisiaj
Andrzejki dawne i współczesne
Brytyjski wywiad w nowej odsłonie
W oczekiwaniu na Różę Wojtka Smarzowskiego
Tradycje nocy wigilijnej
Ksiądz Adam Boniecki ocenzurowany
Smutne mikołajki
31 lat pamięci o Johnie Lennonie
Starsi Panowie na deskach Teatru Dramatycznego
Z łezką w oku, czyli 333 popkultowe rzeczy... PRL
Żegnamy Bosonogą Diwę
Coś powraca na ekrany kin
Rzeczywistość w słowie i obrazie
Muppety nadciągają
Wcielone źródło zła