
15.08.2010
I rozpoczęła się nasza podróż w nieznane. Plan był wielkim wyzwaniem -
Chorwacja na motorze. Ktoś mógłby pomyśleć... marzenie... owszem... musieliśmy jednak je przełożyć na później ponieważ złośliwość rzeczy martwych nie zna granic

.
Ruszyliśmy więc autem. Zepsuty motor był dopiero początkiem

. Tuż przed wyjazdem nasze poczciwe auto odmówiło posłuszeństwa, więc wyruszyliśmy pożyczonym bolidem. Wybraliśmy zjawiskową (niektórzy tak mówią o kobietach, ja określę tak widoki

) drogę przez
słowackie góry. Widoki zapierające dech w piersiach, mgła przykrywająca szczyty... coś pięknego, jednak długo nacieszyć się nie mogliśmy, gdyż po chwili na przednią szybę lały sie wiadra deszczówki, a niebo rozrywały błyskawice i słychać było wcale nie mały huk.
Wyszliśmy z tego prawie zwycięsko; nagle zaczęło coś stukać w kole, jednak jedziemy dalej, według założonego planu. Mimo przeszkód dotarliśmy do
Balatonu, ogromnego jeziora na Węgrzech z ciepłą wodą i mnóstwem żagłowek na tafli wody. Jezioro przepiękne, a ludzie przesympatyczni - sami pożyczyli sprzęty, które ułatwiły nam życie. Możemy się tego od nich uczyć

. A język węgierski niestety strasznie dziwny i całkowicie niezrozumiały.
Jutro ruszamy na Chorwację. Co nas tam spotka

?